Reklama

MERCZI I... KASZËBSCZÉ NÓTË

Bëlôk - czôrno na biôlim
17/09/2026 12:57

Co lączi rëbacczé merczi a òbrôzkòwą frańtówkã "Kaszëbsczé nótë"? Kò czarownica - Kristina Cenôwa z Chalëp!
Przënômni tak to fëjn 'wëmiksowala' Wanda Brzeskô - aùtorka ksążczi Sprawa gminy Ceynowy (1938).
Hewò nen tekst w òriginalnym pisënkù z nacéchòwónyma grëbszima lëtrama, dzélama z "Kaszëbsczich nótów":

– Na, pón Kamińsczi! Pokażce, co umiece!
A słowa te z nagła odprężyły niemiły lęk, który opanował obcego. Dojrzał za drzwiami wysmukłą postać Mariki, zobaczył utkwione w siebie i, jak mu się zdawało, wyśmiewne oczy Ceynowy. Zawrzał gniewem. Chciał sam przed sobą pomścić to głupie uczucie nieśmiałości, które ogarnęło go w pierwszej chwili wobec Kaszubek.
Zapytał więc sołtysa, czy ma rozpocząć, a gdy ten uroczyście zastukał kluką w stół, wyciągnął kredę z kieszeni i pochylił się nad stołem. Obmyślił już przed tym wszystko dokładnie i teraz pragnął z całym patosem odegrać swoją rolę.
Uczynił dwa podłużne znaki na desce stołowej i zapytał stojących w pobliżu:
– Co to je?
Usłużnie przysunął się Ciskowski, a Kąkol zajrzał mu przez ramię. Wykrzyknęli obaj zdziwieni:
To je krótcie, to je dludzie!
Ludzie stojący dalej zapytywali jedni drugich, co też Kamiński tam maluje, a dowiedziawszy się od Ciskowskiego spłoszyli się również. Był to przecież początek znanej piosenki zabawowej, ale znachor z powagą na swoje malowidło spoglądał, więc i oni patrzyli w spokoju. A Kamiński uczynił znów dwa znaki obok siebie koślawe i znów zapytał. Teraz odpowiedziano mu już chórem:
– To je cesarza stolica!
I znów następował nowy rysunek, ale teraz już odpowiedzi padały spieszniej, rytmicznie, w takt półmówiony a półśpiewny starej melodii:
– To je brumbas, to je skrzypka,
– To oznacza szlachceca,
– To je ptok.
– To półtorok.

I znów od początku, i znów to samo.
– To je wieldzie,
– To je male,
– To je kluka.

A że mówili razem wszyscy, że melodia złączyła ich w jakiś rytm wspólny, który oszałamiał i kołysał, że w izbie gęsto natłoczonej ludźmi, w dzień ciepły duszno było i parno, więc gromada uległa dziwnemu oczadzeniu i nikt już nie mógł wzroku oderwać od stołu i kreślonych na nim kredą znaków.
Kamiński to głos ściszał, to podnosił go znowu, aż namalowawszy znów jakąś cudaczną figurę, osiągnął odpowiedź gromady.
– To mężczyzna.
– To kobieta!

I wówczas nagle podniósł w górę obie ręce i zawołał:
– To kobieta!
Wszyscy umilkli w pół tonu. Znachor pochylił się znów nad stołem i wielkie nakreśliwszy koło umieścił w nim pośrodku jakieś litery!
– Tu je znak, co to za kobieta!
Teraz sołtys zaciekawiony przyjrzał się dokładnie rysunkowi i rzekł:
– To je imnie i to je nazwisko!
Ciskowski, odczytawszy litery podał szybko wiadomość dalej. Trwożnie szeptali jedni drugim:
– Tam je K – i tam je – C napisane!
Baby popatrzały na siebie. Rozległy się szepty:
– Może bec Klara!
– Może bec Katarinka!
– Może bec Kostuszka!
Mikołaj Trendel, który miał głowę tępą i myślał wolno, odezwał się niespodzianie:
– Jak to ma bec – C –, to może bec Ciskowsci!
Ale ten skoczył oburzony w stronę mówiącego:
– Co ty mnie? Jo mam to bec?
Uspokoił ich przysiężny Budzisz.
– To nie je chłop, to kobieta!
I nagle przypomniało się wszystkim, że jedna tylko z kobiet miała nazwisko zaczynające się na tę właśnie literę. Gwałtowny ruch powstał w kącie izby, wszystkie baby cofnęły się w stronę pieca. Jedna tylko pozostała osamotniona.
A tymczasem Kamiński niepostrzeżenie nakreślił jeszcze jakiś znak w kole, lecz tego nikt nie zauważył.
Podniósł się teraz z krzesła i zawołał:
– Patrzcie ludzie! Tu jest jeszcze coś napisane! Kto to napisał?
Piotr Kąkol wychylił się zaciekawiony.
– Jo! Jo! W kole je znak. To je MERK!
Sołtys, który również teraz dopiero znak zauważył, rzekł zdziwiony:
– Chto to napisał?
A Józef Budzisz Pierwszy podniósł w górę swoją suchą prawicę i rzucił w tłum straszne słowo:
– Złe!
Gromadę ogarnęła panika. Przeciskali się jedni po drugich w stronę stołu i spoglądali drżąc na zakreśloną figurę.
I wówczas sołtys podniósł się z miejsca. Uciszył gromadę i rzekł uroczyście:
To je MERK Ceynowów!

Reklama

Brzeska W., Sprawa Gminy Ceynowy, Lwów-Warszawa 1938, s. 121-124.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama